Depresja po ślubie istnieje? Wedding blues – dlaczego po „najpiękniejszym dniu życia” przychodzi smutek?

Jeszcze tydzień temu wszystko kręciło się wokół ślubu.

Ostatnia przymiarka sukni.

Telefon do florystki.

Potwierdzanie liczby gości.

Próba pierwszego tańca.

Fryzjer.

Paznokcie.

Wiadomości od rodziny.

„Już tylko trzy dni!”

„Jutro TEN dzień!”

A potem rzeczywiście nadchodzi.

Muzyka.

Emocje.

Przysięga.

Życzenia.

Zdjęcia.

Pierwszy taniec.

Wesele do rana.

I nagle…

koniec.

Wracacie do domu. Suknia wisi w pokrowcu. Kwiaty powoli więdną. Goście wrócili do swoich spraw, a ty zamiast spodziewanej euforii czujesz coś zupełnie innego.

Pustkę.

Zmęczenie.

Rozdrażnienie.

Smutek.

Czasem pojawia się nawet myśl:

„Czekałam na ten dzień tyle miesięcy. Dlaczego teraz, kiedy powinnam być najszczęśliwsza, chce mi się płakać?”

Takie doświadczenie bywa określane jako wedding blues, post-wedding blues lub post-wedding depression.

I nie – sam spadek nastroju po weselu nie musi oznaczać ani klinicznej depresji, ani tego, że poślubiłaś niewłaściwą osobę.

Ale warto wiedzieć, skąd może się brać i kiedy przestaje być tylko chwilowym „zejściem emocjonalnym”.

Wedding blues naprawdę istnieje

Choć „wedding blues” nie jest osobną diagnozą medyczną, doświadczenie obniżonego nastroju po ślubie zostało opisane także w badaniach naukowych.

Można jednocześnie:

kochać swojego męża lub żonę, cieszyć się z małżeństwa i… przeżywać emocjonalny dołek po weselu.

Te rzeczy nie muszą się wykluczać.

Dlaczego po ślubie może pojawić się smutek?

Żeby to zrozumieć, wyobraź sobie ostatnie kilkanaście miesięcy.

Ślub był punktem na horyzoncie.

Najpierw:

„Jeszcze rok”.

Potem:

„Pół roku”.

„Trzy miesiące”.

„Miesiąc”.

„Tydzień”.

Każdego dnia było coś do zrobienia.

Lista gości.

Menu.

Dekoracje.

Muzyka.

Fotograf.

Stroje.

Obrączki.

Transport.

Noclegi.

Usadzenie gości.

Ślub stał się projektem, wokół którego zorganizowana była ogromna część codzienności.

I nagle projektu nie ma.

1. Znika wielki cel

Przez wiele miesięcy każdego dnia wiedziałaś:

„Przygotowuję się do ślubu”.

A w poniedziałek po weselu budzisz się i…

nie trzeba już niczego przygotowywać.

To, co wcześniej mogło być męczące, jednocześnie nadawało rytm tygodniom.

Dlatego po zakończeniu dużego projektu może pojawić się pytanie:

„No dobrze… i co teraz?”

To nie musi oznaczać żalu z powodu małżeństwa.

Możesz po prostu tęsknić za procesem oczekiwania na coś wyjątkowego.

2. Po ogromnym napięciu przychodzi zmęczenie

Ostatnie tygodnie przed weselem bywają intensywne.

Śpisz mniej.

Masz więcej obowiązków.

Rozwiązujesz problemy.

Pilnujesz terminów.

Przeżywasz konflikty rodzinne.

Chcesz, żeby wszystko się udało.

A w dniu ślubu dochodzi ogromna dawka emocji.

Nawet jeśli są pozytywne, nadal mogą być wyczerpujące.

Po wszystkim organizm może powiedzieć:

„Dobrze. Teraz odpoczywamy”.

I zamiast euforii pojawia się:

  • senność,
  • brak energii,
  • drażliwość,
  • potrzeba samotności,
  • płaczliwość.

Czasami pierwszą rzeczą, której potrzebuje świeżo upieczona żona lub mąż, nie jest kolejna romantyczna atrakcja.

Tylko sen.

3. Rzeczywistość przegrywa z wyobrażeniem

Przez wiele miesięcy oglądasz inspiracje.

Idealne dekoracje.

Idealne zdjęcia.

Idealne suknie.

Idealne pary.

I mimowolnie powstaje oczekiwanie:

„To będzie najpiękniejszy dzień mojego życia”.

Tylko że prawdziwy ślub jest… prawdziwy.

Pada deszcz.

Ciocia narzeka na miejsce.

Kwiaty są trochę inne niż na zdjęciu.

DJ pomylił piosenkę.

Tort pojawił się później.

Nie zdążyłaś porozmawiać z połową gości.

A dzień, na który czekałaś rok, minął tak szybko, że pamiętasz go we fragmentach.

Może pojawić się żal:

„To już? Tyle przygotowań i już po wszystkim?”

Może warto zamienić:

„Wszystko się skończyło”

na:

„Skończyło się wesele. Małżeństwo właśnie się zaczyna”.

4. Nagle przestajesz być w centrum wydarzeń

Przed ślubem telefon ciągle dzwoni.

„Jak przygotowania?”

„Masz już suknię?”

„Pokaż obrączki!”

„Kiedy wieczór panieński?”

Potem wesele.

Wszyscy patrzą na was.

Gratulują.

Robią zdjęcia.

Składają życzenia.

Dostajecie prezenty.

A kilka dni później?

Poniedziałek.

Mail od szefa.

Pranie.

Zakupy.

Rachunki.

Zmywarka.

To emocjonalne przejście potrafi być zaskakująco gwałtowne.

5. „Miało być inaczej”

Wedding blues może być również związany z rozczarowaniem samym weselem.

Może wydarzyło się coś przykrego.

Ktoś ważny nie przyjechał.

Doszło do rodzinnej awantury.

Pogoda pokrzyżowała plany.

Nie jesteś zadowolona ze swojego wyglądu.

Partner wypił za dużo.

Rodzice zachowywali się inaczej, niż oczekiwałaś.

Wtedy smutek może być formą przeżywania straty.

Nie straty małżeństwa.

Straty wyobrażenia o idealnym dniu, którego nie można już powtórzyć.

6. Kończy się „my przed ślubem”, zaczyna „my w małżeństwie”

Ślub jest również zmianą życiową.

Nawet jeżeli para mieszkała razem od kilku lat i codzienność praktycznie się nie zmienia, sam fakt:

„To jest teraz mój mąż”

albo:

„To jest moja żona”

może uruchamiać zaskakujące emocje.

Radość.

Ale również odpowiedzialność.

Niepewność.

Pytania o przyszłość.

„Czy sobie poradzimy?”

„Czy to naprawdę na zawsze?”

„Jak będzie wyglądało nasze życie?”

Duża życiowa zmiana może być jednocześnie dobra i stresująca.

Wedding blues czy depresja?

To najważniejsze rozróżnienie.

Potoczne określenie „depresja poślubna” może być mylące, ponieważ nie każdy smutek po weselu oznacza depresję.

Wedding blues jest zwykle opisywany jako krótkotrwały, sytuacyjny spadek nastroju związany z zakończeniem intensywnego okresu przygotowań i wejściem w nowy etap życia. Kliniczna depresja jest czymś więcej niż kilkoma gorszymi dniami i może znacząco utrudniać codzienne funkcjonowanie.

Wedding blues może wyglądać tak:

  • „Jest mi jakoś smutno, że już po wszystkim”.
  • „Brakuje mi przygotowań”.
  • „Nie mam teraz na co czekać”.
  • „Jestem potwornie zmęczona”.
  • „Ciągle oglądam zdjęcia z wesela”.
  • „Chciałabym przeżyć ten dzień jeszcze raz”.
  • „Nie mogę wrócić do zwykłego rytmu”.

Sam taki stan nie musi oznaczać zaburzenia psychicznego.

Większej uwagi wymagają natomiast m.in.:

  • utrzymujący się głęboki smutek lub poczucie pustki,
  • utrata zainteresowania rzeczami, które wcześniej cieszyły,
  • wyraźne zaburzenia snu,
  • istotne zmiany apetytu,
  • trudności z koncentracją,
  • poczucie beznadziei,
  • silne poczucie winy lub bezwartościowości,
  • problemy z normalnym funkcjonowaniem.

Jeżeli objawy są intensywne, utrzymują się lub utrudniają codzienne życie, warto skonsultować się z psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem.

„Skoro jestem smutna po ślubie, może popełniłam błąd?”

To jedna z najbardziej niepokojących myśli.

„Może mój organizm próbuje mi coś powiedzieć?”

Czasami obniżony nastrój rzeczywiście może współistnieć z wątpliwościami dotyczącymi małżeństwa i wtedy warto się im spokojnie przyjrzeć.

Ale sam smutek po zakończeniu wesela nie jest dowodem, że wybrałaś niewłaściwego człowieka.

Zamiast natychmiast pytać:

„Czy to znaczy, że nie powinnam była wychodzić za mąż?”

spróbuj najpierw:

„Za czym właściwie tęsknię?”

Za narzeczeństwem?

Za emocjami?

Za zainteresowaniem innych?

Za przygotowaniami?

Za samym weselem?

A może rzeczywiście czuję lęk związany z naszym małżeństwem?

To są zupełnie różne odpowiedzi.

8 sposobów na wedding blues

1. Pozwól sobie powiedzieć: „jest mi smutno”

Bez:

„Przecież powinnam być szczęśliwa”.

Emocje nie działają według zasad savoir-vivre’u.

Możesz być szczęśliwą mężatką i jednocześnie tęsknić za swoim weselem.

2. Odpocznij

Nie planuj natychmiast kolejnego wielkiego projektu tylko po to, żeby zagłuszyć pustkę.

Po intensywnych miesiącach możesz naprawdę potrzebować regeneracji.

Sen, regularne posiłki, ruch i powrót do codziennego rytmu mogą być prostymi, ale ważnymi elementami odzyskiwania równowagi.

3. Zróbcie „wieczór po weselu”

Niech wesele nie zakończy się mentalnie wraz z ostatnim gościem.

Kilka dni później otwórzcie butelkę czegoś dobrego, zamówcie ulubione jedzenie i porozmawiajcie.

Zapytajcie siebie:

Co było najpiękniejsze?

Co nas zaskoczyło?

Z czego się śmiejemy?

Co chcemy zapamiętać za 20 lat?

Zamieńcie wydarzenie w wspólne wspomnienie.

4. Przestań analizować każdy szczegół wesela

„Powinnam była wybrać inną fryzurę”.

„Dlaczego nie zrobiłam zdjęcia z babcią?”

„Ten stół wyglądał źle”.

„Mogliśmy wybrać inną piosenkę”.

Ślub odbył się w rzeczywistości, nie na Pintereście.

Nie musiał być perfekcyjny, żeby był ważny.

5. Znajdźcie nowy wspólny cel

Nie musi kosztować fortuny i wymagać kilkunastu miesięcy przygotowań.

Zaplanujcie:

  • weekendowy wyjazd,
  • remont balkonu,
  • regularne randki,
  • wspólne treningi,
  • kurs tańca,
  • podróż,
  • projekt fotograficzny.

Chodzi o prostą zmianę perspektywy:

z:

„Najważniejsze wydarzenie już za nami”

na:

„Co chcemy przeżyć razem teraz?”

6. Wróć do swojego życia

Przez ostatnie miesiące byłaś:

narzeczoną,

organizatorką,

panną młodą.

Ale nadal jesteś też przyjaciółką, córką, siostrą, pracownicą i kobietą mającą własne zainteresowania.

Wróć do rzeczy, które były ważne zanim ślub stał się projektem numer jeden.

7. Powiedz o tym partnerowi

Nie zakładaj:

„Nie mogę mu powiedzieć, bo pomyśli, że żałuję ślubu”.

Możesz powiedzieć:

„Jestem szczęśliwa, że jesteśmy małżeństwem, ale zaskoczyło mnie, jak smutno mi po weselu. Chyba trudno mi się przestawić po tylu miesiącach przygotowań”.

Być może usłyszysz:

„Mam dokładnie tak samo”.

Wedding blues nie musi dotyczyć wyłącznie panny młodej.

8. Jeśli stan nie mija – poszukaj pomocy

Nie próbuj miesiącami przekonywać siebie:

„To tylko wedding blues”.

Jeżeli obniżony nastrój utrzymuje się, nasila, wpływa na pracę, relację, sen czy codzienne funkcjonowanie, warto skonsultować się ze specjalistą.

Mini-test: za czym tęsknię po ślubie?

Dokończ zdania:

Najbardziej brakuje mi…

Kiedy myślę o weselu, żałuję, że…

Najbardziej cieszyło mnie podczas przygotowań…

Po ślubie zaskoczyło mnie…

W małżeństwie najbardziej obawiam się…

W małżeństwie najbardziej cieszę się na…

Teraz chciałabym/chciałbym, żebyśmy razem…

Odpowiedzi mogą pomóc rozróżnić dwie rzeczy:

„Tęsknię za weselem”

i:

„Niepokoi mnie moje małżeństwo”.

A to nie jest to samo.

Nie róbcie z wesela finału waszej historii

Przez wiele miesięcy język przygotowań ślubnych nieświadomie buduje pewną narrację.

„Wielki dzień”.

„Najważniejszy dzień w życiu”.

„Ten jedyny dzień”.

„Finał przygotowań”.

Ale może warto spojrzeć na to inaczej.

Ślub nie jest finałem romantycznego filmu.

Napisy końcowe nie pojawiają się po pierwszym tańcu.

Wręcz przeciwnie.

Wesele jest jedną dobą.

Małżeństwo – jeśli wszystko pójdzie dobrze – będzie trwało dziesiątki lat.

I będzie składało się przede wszystkim nie z sukni, kwiatów i fotografii.

Tylko z wtorkowych wieczorów.

Zakupów.

Wspólnych śniadań.

Rachunków.

Wakacji.

Chorób.

Śmiechu.

Kłótni.

Seksu.

Zmęczenia.

Planów.

Dzieci – jeśli ich chcecie.

Świąt.

Trudnych decyzji.

I tysięcy zupełnie zwyczajnych dni.

Dlatego jeśli kilka dni po weselu patrzysz na wiszącą w szafie suknię i robi ci się smutno, nie musisz natychmiast pytać:

„Co jest ze mną nie tak?”

Możesz powiedzieć:

„To było dla mnie bardzo ważne. Długo na to czekałam. Nic dziwnego, że trudno mi się z tym pożegnać”.

A potem zrobić coś jeszcze.

Odwrócić się od sukni.

Spojrzeć na człowieka, którego poślubiłaś.

I pomyśleć:

„Wesele rzeczywiście się skończyło. Ale to, co miało się po nim zacząć, właśnie się zaczyna”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry